Noc minęła w zaskakująco szybkim tempie. Miałam wrażenie, jakby minęło tylko kilka minut. Byłam kompletnie niewyspana, jakbym nie zmrużyła oka ani na minutę. Kierując się w stronę łazienki, leniwie przetarłam powieki. Nie miałam ochoty wstać, jednak wiedziałam, że muszę wykorzystać te ostatnie dni spokoju. Tak, to już koniec wakacji. Jeśli chodzi o mnie, jestem bardziej obojętna niż zasmucona. Wiąże się to z nową szkołą. Kiedy pomyślę o ponownym zaaklimatyzowaniu się w nowej szkole, mam ochotę zapaść się pod ziemię i nigdy nie ukazywać się w świetle dziennym. Przed oczami mam najstraszniejsze wspomnienia z dawnych lat, kiedy byłam prześladowana przez innych. Horror to w tym przypadku za mało powiedziane. Nikt tak na prawdę nie wie, jak w tamtych momentach się czułam. Moja dusza przeżywała katusze, a ciało odmawiało posłuszeństwa. Nie mogłam spać, jeść. Wszystko sypało się jedno za drugim jak domino. Nie radziłam sobie ze sobą i z sytuacją, w której się znalazłam. Moja mama kompletnie mnie nie rozumiała. W niektórych momentach wręcz nie ufała mi. Nie wierzyła w żadne moje słowa. To bolało. To ten moment zadecydował o tym jak dziś ją traktuję. Gdyby w chwili, kiedy byłam już na prawdę na krańcu wszelkiego wytrzymania wspomogła mnie chociaż słowem, być może byłoby inaczej. Jednak z drugiej strony, chciałabym poznać nowych ludzi. Być może zdobędę nowych przyjaciół. Nie liczę na wiele. W końcu mam Justina, a to w tym wszystkim jest najważniejsze. Na wspomnienie o nim, przypomniałam sobie o naszym dzisiejszym wyjściu. Miejsce naszego spotkania było mi nieznane, więc nie bardzo wiedziałam jak się do niego przygotować. Beznamiętnie ubrałam czarne legginsy i luźno opadający sweter. Strasznie zgłodniałam, więc natychmiast udałam się do kuchni. Nikogo tam nie zastałam, więc wzięłam pierwsze lepsze jabłko i wróciłam do siebie. W chwili, kiedy przekroczyłam próg pokoju, zabrzmiał dźwięk telefonu. Powolnym krokiem podeszłam do komody, na której leżał i nie spoglądając na wyświetlacz po prostu odebrałam.
- Tak, słucham? - standardowym tekstem rozpoczęłam rozmowę telefoniczną
- Hej kochanie, wpadnę dziś po ciebie koło czternastej - któż inny mógłby dzwonić, jak nie Justin
- Czy mógłbyś uraczyć mnie świadomością tego, gdzie mnie porywasz? - z delikatnym śmiechem zapytałam
- Za dużo chciałabyś wiedzieć - zawsze, kiedy tak mówił, w mojej głowie malował się obraz, kiedy pokazuje mi język, a potem już tylko cmok, cmok, cmok - Porwanie to porwanie. Tu miejsce jest poufne - z udawaną powagą zaznaczył
- Aha, to tak na koniec zapytam, czy mam się bać?
- Tak, wiesz poćwiartuje cię, a potem schrupię jak ciasteczko - zachichotał
- Okej, już nie mogę się doczekać. No to widzimy się później - z szerokim uśmiechem zakończyłam rozmowę. Zapowiadał się naprawdę dobry dzień. Czy jest coś lepszego, jak niespodzianka od ukochanej osoby? Oczywiście, jeśli jest to coś, co zaskoczy cię w pozytywny sposób. Cóż więc więcej potrzeba do szczęścia? Kto by pomyślał, że po tych wszystkich przykrych wydarzeniach, które spotkały mnie dotychczas, będę dziewczyną sławnego piosenkarza. Nawet w najskrytszych marzeniach nie wyobrażałam sobie czegoś podobnego. Może jest to pewien rodzaj rekompensaty od losu. Chociaż nie. Według mnie osoba, która jest sławna czy popularna, jest również człowiekiem. Nawet gdyby Justin nigdy nie był gwiazdą, kochałabym go tak samo. Chociaż z drugiej strony, gdyby nie był sławny, nigdy nie spotkalibyśmy się. Los sprowadza na naszą drogę bardzo wiele osób i czasem są oni nam przeznaczeni. Tak właśnie jest z nami. Gdyby nie Golden Ticket i ten wyjazd, nie bylibyśmy parą. Ba, nawet nigdy nie spędzilibyśmy chwili sam na sam. Kiedy przypomnę sobie momenty, w których moja głowa kłębiła się od myśli jak bardzo nienawidzę Justina, za to jak mnie skrzywdził, ile łez przez niego wylałam oraz ile nocy nie przespałam... Było tego dosyć sporo, ale wybaczyłam mu. Wybaczyłam, ponieważ kocham go najmocniej na świecie. To uczucie jest po prostu nierozerwalne, stale rosnące i nieprzeniknione. Na samą myśl o nim, moje serce mocniej bije, a policzki rumienią się. Każda sekunda, chwila spędzona z nim jest jedną z najszczęśliwszych w mym zwykłym i szarym życiu. Nic szczęśliwszego już chyba mnie nie spotka, więc muszę czerpać radość z naszej miłości.
Nie potrafię opisać uczucia, jakie towarzyszyło mi, kiedy przyszedł do mnie. Kiedy go zobaczyłam, jego ubranie i to co trzymał w dłoni, po prostu magia. Justin w garniturze prezentował się po prostu wyśmienicie. Jeszcze nigdy nie widziałam go w wizytowym stroju. Byłam pod głębokim wrażeniem, co można było wywnioskować przyspieszonym biciem serca. Mój wzrok utkwił na czerwonej róży, którą delikatnie trzymał w dłoni. Chłopak znacząco się uśmiechnął i nie czekając ani chwili dłużej podał mi ją, po czym ujął mą twarz w dłonie i delikatnie ucałował w usta. By nie robić zbyt wielkiego widowiska domownikom oraz sąsiadom, szybko zakończyłam pocałunek i wpuściłam chłopaka do środka. Odłożyłam na bok różę, a Justin w tym czasie usiadł na fotelu. Obserwował każdy mój ruch, co wprawiało mnie w krępację. Gdy róża stała już w wazonie, usadowiłam się naprzeciw Justina, czekając na dalszy przebieg wydarzeń.
- Właściwie, to powinniśmy się już zbierać - zagaił Justin drapiąc się po głowie
- No dobrze, tylko najpierw przebiorę się. Mój strój ani trochę nie pasuje do twojego - z nutką pogardy spojrzałam na swój dotychczasowy ubiór
- Ojj Allyson, ty zawsze świetnie wyglądasz, a teraz nałóż coś szybko na siebie i chodź już, bo się spóźnimy - ponaglał chłopak
- Dobrze, już dobrze.
Czym prędzej nałożyłam trampki i kurtkę, po czym splatając palce z chłopakiem opuściliśmy dom. Przed bramą stał samochód Justina, więc pośpiesznie udaliśmy się do niego. Kiedy wsiedliśmy do środka, zapanowała cisza. Justin po prostu siedział w bezruchu wpatrując się przed siebie, a ja nie wiedziałam co jest ku tego powodem.
- Coś nie tak?- zapytałam
- Nie, nie. Wszystko w porządku, po prostu zamyśliłem się. Jedźmy już - mówiąc to odpalił samochód i z piskiem opon ruszył
Nie bardzo wiedziałam co myśleć o jego zachowaniu. Jeszcze chwilę temu było wszystko w porządku, a teraz jakby czas cofnął się do momentów sprzed kilku dni. Czyżbym znów musiała przeprowadzić z nim kolejną poważną rozmowę?
Droga trwała jakieś dziesięć, góra piętnaście minut. Lecz może trwało to znacznie dłużej, bo części podróży po prostu nie pamiętam. Jakby ktoś wyciął mi garstkę wspomnień z pamięci. Być może ze zmęczenia po prostu zasnęłam. Cóż, nie zastanawiając się ani chwili dłużej, oboje wysiedliśmy z samochodu. Przystanęłam na chwilę koło swoich drzwi, by przez dłuższy moment zaczerpnąć powietrza. W pewnym momencie poczułam jakby ktoś wywiercił dziurę w mym żołądku, jednak nie dałam tego po sobie poznać. Gwałtownie ruszyłam z miejsca, co dało znacznie gorszy efekt. Nie poddając się tak łatwo, próbowałam nadążyć za chłopakiem. Kiedy spostrzegł jak wielka dzieli nas odległość, więc natychmiast zatrzymał się, by poczekać. Kiedy już byliśmy koło siebie, Justin splótł nasze palce. Z delikatnym uśmiechem na twarzy prowadził mnie do pobliskiej kawiarenki. Wnętrze było prześliczne. Stoliki w stylu vintage przyozdobione pojedynczymi kwiatami czerwonych róż nadawały temu miejscu ogromną klasykę, jak również romantyczny klimat. Gdy tylko przekroczyliśmy próg tego miejsca, nie mogłam oderwać oczu od ogromnego plakatu Bitelsów. Kiedy tylko go ujrzałam, me oczy rozbrzmiały jak tysiące promienistych gwiazd.
- I jak ci się podoba? - zapytał Justin jednocześnie wyrywając mnie z podniecenia
- Kochanie, dziękuje, że mnie tu zabrałeś - wtuliłam się w niego jak małe dziecko, nie szczędząc przy tym pojedynczych łez. Te miejsce było tak piękne. Jeszcze nikt nigdy nie zabrał mnie w takowe.
- Tylko mnie nie uduś - zaśmiał się - Dla ciebie zrobiłbym wszystko.
- Naprawdę?
- Wiesz, miałem wiele dziewczyn, lecz dopiero przy tobie poczułem co to miłość. Lubię sprawiać ci przyjemność, nawet takimi małymi rzeczami. Uwielbiam jak się wtedy uśmiechasz, znika wtedy cały świat. Jesteś tylko ty i ja.
Cały czas się uśmiechałam. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nagle nie wiadomo skąd po mym policzku spłynęła pojedyncza łza. Łza szczęścia. Moja euforia sięgnęła zenitu i nie mogąc powstrzymać emocji ponownie wtuliłam się w chłopaka. Justin cichutko zachichotał widząc moje łzy. Wiedział, że tym wszystkim sprawił mi ogromną radość.
- Mała, nie płacz już - z delikatnością szepnął w głąb mych uszu, wirując mym ciałem na wszystkie strony. Uwielbiałam, kiedy tak robił i bezwładnie zaczęłam się śmiać. Gdy już mnie puścił, wskazał ręką na stolik stojący na środku kawiarni. Kiedy podeszliśmy bliżej, Justin po raz kolejny pokazał swą klasę odsuwając moje krzesło. Siedząc przy stoliku nie potrafiłam wykrzesać z siebie ani jednego słowa. Napawałam się cudownym widokiem tego wnętrza. Najbardziej zdziwiła mnie pustka tego miejsca. To wszystko było wspaniałe, a nie było tu nikogo poza nami. Po chwili Justin wyjął z kieszeni jakiś druk. Podsunął go bliżej mnie i prosił o przeczytanie.
- Własność Justina Biebera oraz Allyson Thorn - odczytałam na głos - Nic z tego nie rozumiem - odparłam przeglądając dalej
- To nasza kawiarnia - oświadczył z pogodnym uśmiechem
- Ale jak to ? - ze zdziwieniem zapytałam
- Tak po prostu. To kolejna rzecz, którą dostałem w spadku po dziadku. U prawnika załatwiłem wszystkie formalności i wpisałem cię na listę właścicieli. Cieszysz się ?
- Oczywiście, że tak. Chodź tu, muszę cię uściskać - zawtórowałam wstając z krzesła
- Znów? - zaśmiał się
- Oj kochanie, przecież wiesz, że uwielbiam się przytulać - cała w skowronkach po raz kolejny wtuliłam się umięśniony tors chłopaka
- Wiem.
- Kocham cię bardzo mocno, wiesz?
- To też wiem - uśmiechnął się, a po chwili cmoknął w usta. Wpiłam się w jego usta i z uśmiechem nie chciałam puścić. Dopiero po kilku sekundach udało mu się oswobodzić z pocałunku
- Całuśnico moja! - po raz kolejny zachichotał, a ja zaraz po nim
Gdy tak sobie gruchaliśmy, do kawiarni weszła grupka kelnerów i kelnerek. Po chwili podali nam talerze z jedzeniem, więc ponownie usiedliśmy do stołu. Kiedy skończyłam jeść, uświadomiłam sobie, że mój ból żołądka spowodowany był zwykłym głodem. Ulżyło mi. Bałam się, że po raz kolejny czymś się zatrułam. Na szczęście moje przypuszczenia się nie sprawdziły i wszystko jest w najlepszym porządku. Kiedy skończyliśmy jeść, podeszła do nas kelnerka i zabrała resztki jedzenia oraz naczynia. Po chwili grupka cateringowa opuściła kawiarnię i ponownie zostaliśmy sami.
- Allyson, podejdź do mnie na moment - powiedział Justin wyciągając swą dłoń w moją stronę. Posłusznie wstałam i podeszłam naprzeciw jego - Posłuchaj. Jesteś najbardziej wyjątkową osobą w moim życiu. Bez ciebie, jestem nikim. Nie wyobrażam sobie dalszego życia bez ciebie. Chciałbym byś już zawsze była moja. Dlatego muszę zrobić to... - nagle sięgnął ręką do kieszeni swojego garnituru. Nie wiedziałam jak mam to wszystko skomentować. Po prostu stałam jak wryta i czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Chwilę później wyjął z kieszeni czerwone pudełeczko. Momentalnie w mych oczach zapłonęły iskierki wielkiej radości. Wszystko to, co zrobił dla mnie Justin do tej pory, nie mogło się równać z tym w ani jednym procencie. Po chwili uklęknął przede mną, a ja jak przyklejona butami do podłogi stałam i spoglądałam na każdy jego ruch - Allyson, z tego powodu chciałbym, byś wyszła za mnie. Wiem, że jesteśmy jeszcze młodzi i może to jeszcze za wcześnie, ale nie chcę cię stracić. Mogę czekać całą wieczność, więc czy zostaniesz moją żoną? - zapytał z szerokim uśmiechem w międzyczasie otwierając pudełeczko z pierścionkiem. Był piękny. Jego przeźroczysty brylancik pobłyskiwał w promieniach słonecznych. Byłam wniebowzięta. Nigdy nie wyobrażałam sobie, że w tak młodym wieku zostanę postawiona przed takim wyborem, lecz nie trudno było mi zdecydować.
- Oczywiście, że tak - potwierdziłam nie szczędząc uśmiechu czy kolejnych łez szczęścia. Justin niezwłocznie wyciągnął pierścionek i nałożył na mój palec. Po chwili pociągnęłam go za dłoń, po czym chłopak wstał. Nie czekając długo, podeszłam bliżej niego i spojrzałam mu w oczy. Aż błyszczały z radości. Zbliżyłam swą twarz do jego i złożyłam jego wargom delikatny pocałunek. Justin odwzajemnił go z równą delikatnością. Czułam, jak wyrastają nam niewidzialne skrzydła, dzięki którym odlatujemy wysoko, ku niebu. Był to najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Nawet w najskrytszych marzeniach nie wyobrażałam sobie go tak pięknie i cudownie. A jednak sprawdziły się słowa Justina. Nigdy nie mów nigdy, a możesz osiągnąć wszystko.
Od autorki:
No i jest pierwszy rozdział po przeniesieniu. Było ciężko, ale się udało. Bardzo dziękuję każdemu, kto pomimo małego zamieszania pozostał razem ze mną i z tym opowiadaniem. Jesteście wspaniali. W 20 dni są już 444 wyświetlenia, choć nie opublikowałam tu jeszcze nic. Uwielbiam was i mam nadzieję, że będzie was jeszcze więcej.
A teraz najważniejsze co mam do przekazania. Chciałam bardzo mocno podziękować Znanej, która pomogła mi z przeniesieniem bloga. Gdyby nie ona, być może nie zdecydowałabym się na przenosiny i byłabym zdana na łaskę blog.pl który nie zachwyca swą jakością i wydajnością. Dzięki niej mam tutaj więcej odwiedzin i ogólnie panuje większe zainteresowanie tym opowiadaniem niż wcześniej. Dziękuje za pomoc, gdyby nie Ty, ten blog nie przetrwałby zbyt długo. Dziękuje również za to, że cały czas mnie i wspierasz i wierzysz we mnie. Nie wiem jak ci się odwdzięczę :3
A na koniec, chciałabym was prosić o szczere opinie na temat tego rozdziału i mojej ogólnej pracy nad tym blogiem. Chciałabym wiedzieć, co każda z czytelniczek tego opowiadania o nim sądzi. Wiem, że część z was przejdzie obok mojej prośby. Jednak jeśli macie wolne te kilkadziesiąt sekund, to skrobnijcie coś w komentarze. Każde opinie, nawet te ostre przyjmę bardzo poważnie i postaram się zmienić wszystko to, co nie przypadło wam do gustu. Bardzo was proszę o to, żebyście nie ograniczali się do komentarzy typu " Super rozdział" czy "Świetnie piszesz". Chciałabym żebyście się tak trochę rozpisały, bo jeśli wypowiecie się w dwóch czy trzech słowach, to tak na prawdę nie będę wiedziała co sądzicie. Także, jeśli chcecie mnie uszczęśliwić, a tym samym sprawić by to opowiadanie było lepsze, dodajcie komentarz.
To już wszystko na dziś. Do następnego rozdziału :3