Radość ogarniała ją przez kilka następnych dni. Nie mogła się nacieszyć tym, że za jakiś czas będzie nosić miano jego żony. Traktowała to jako wielkie szczęście, które pozazdrościłaby jej nie jedna dziewczyna. Szczególnie teraz, kiedy Justin powrócił na scenę. Wszystko zaczynało powoli wracać do normy. Każda rozmowa skupiała się na porodzie przyszłej teściowej. Oboje z chłopakiem bardzo wyczekiwali chwili przyjścia na świat małego Biebera. Tak, Justin pragnął by był to chłopiec. Chciał uczyć go kopać piłkę i wyrywać dziewczyny. W tym całym rozgardiaszu uczuć nagle rozpoczął się nowy rok szkolny. Nim się ktokolwiek spostrzegł, trzeba było przypomnieć sobie całą zaszufladkowaną w głowie wiedzę i otworzyć się na zdobywanie nowych doświadczeń. Przyszło to zupełnie nagle. Pierwsze miesiące w nowej szkole jak to zwykle bywa nie minęły zbyt kolorowo. Nikogo nie znała, nie zamieniła z nikim ani słowa, jak w klubie mimów. Czuła się jakby stała się niewidzialna, bo ludzie przechodzą obok niej całkiem obojętnie, bez ani jednego słowa. Jednak kiedy dopadło ją totalne przygnębienie, znalazła światełko w tunelu. To taniec, który był głównym powodem jej uczęszczania do tej szkoły spowodował, że poznała nowych ludzi. Środowisko, w którym przyszło jej się teraz obracać, coraz bardziej podobało jej się. Z każdej strony czuła wsparcie. Czuła się kochana i potrzebna.
Potrzebna. Idealne określenie obecnej sytuacji. Te dziewięć miesięcy minęło jak z bicza strzelił. Nagle wszystko działa przeciwko tobie jak na złość. Czerwone światło na każdym skrzyżowaniu, wciąż narastający korek. Normalność w Atlancie, jednak w takiej chwili jest się w stanie po prostu frunąć, by tylko znieść z niej te brzemię bólu. Niespokojnie siedząc z tyłu próbowała uspokoić obolałą kobietę. Chłopak niespokojnie spoglądał to na drogę, to na kobiety. Klnąc pod nosem próbował jak najszybciej dojechać do szpitala. Nie mógł patrzeć na cierpienia własnej matki. Kiedy w końcu znaleźli się na miejscu, nie musieli długo czekać na pomoc. Kiedy tylko krzyki kobiety dotarły do stojących pod budynkiem pielęgniarek, które z papierosem w ręku spędzały swą przerwę na lunch, natychmiast otrzymały od nich pomoc. Wyrzucając na bok końcówki papierosów rzuciły się w bieg do rodzącej kobiety. Tylko jedna w tym szaleńczym biegu zdołała zaciągnąć za sobą inwalidzki wózek. Natychmiast zabrały ją na blok porodowy, a nastolatką poleciła zaczekać na korytarzu. Siedząc na niewygodnych, szpitalnych krzesłach nerwowo trzymali się za ręce. Nagle z bloku wybiegła pielęgniarka. Ze zdenerwowaniem pomieszanym z nutką strachu w oczach podeszła do pary.
- Pani Pattie prosi cię, byś weszła na salę. Chcę ci powiedzieć coś ważnego - zagaiła do dziewczyny
Nic nie mówiąc wymieniła krótkie spojrzenie z chłopakiem i ruszyła za pielęgniarką. Założyła kitel lekarski, który podała jej kobieta zaraz po przekroczeniu progu drzwi. Kiedy zobaczyła zwijającą się z bólu kobietę, odebrało jej mowę. Podeszła bliżej łóżka, na którym leżała. Usiadła na krzesełku obok, i czekała na wiadomość, którą chciała jej przekazać rodząca kobieta.
- Posłuchaj - zaczęła sycząc z bólu - wiem, że może ci się to wydawać dziwne, ale muszę cię o coś prosić.
- Cóż to takiego? Zrobię wszystko, o co tylko pani poprosi.
- Zajmij się moimi dziećmi. Mi już dużo nie pozostało. Jesteś młoda, silna, dasz sobie radę - prosiła jednocześnie zwijając się z bólu
- Ależ oczywiście - bardzo niepokoiła ją jej prośba, ale cóż innego mogła w tej sytuacji jej powiedzieć. Nie mogła dłużej tam przebywać, więc wyprowadzona przez lekarza opuściła blok. Będąc dalej w kitlu, zajęła miejsce tuż obok chłopaka. Nic nie mówiła. On również nie pytał. Oboje byli zdenerwowani, lecz ją trapiła dziwna prośba kobiety. Przecież wszystko było w porządku, więc skąd taka myśl. Było - to dobre określenie. Nagle z bloku dało się słyszeć głośne krzyki. Justin po prostu nie wytrzymywał już. Coraz mocniej ściskał dłoń dziewczyny, aż w końcu jęknęła z bólu, a wtedy cicho mruknął przeprosiny i w dalszym ciągu podenerwowany wyczekiwał jakichś informacji od lekarza. I nagle krzyk ucichł. Spojrzeli na siebie wymownymi spojrzeniami, gdy nagle z bloku wyszło dwóch lekarzy. Podeszło do nastolatków i ze zdenerwowaniem w oczach stanęli naprzeciw nim. Oboje równocześnie podnieśli się z krzeseł i czekali na jakieś informacje.
- Nie wiem jak mam wam to powiedzieć, ale... - zamilkł lekarz - nie spodziewaliśmy się czegoś takiego. Myśleliśmy, że się uda, jednak... - i znów zamilkł.
- Do jasnej cholery, niech mi pan powie co z moją matką i dzieckiem - wykrzyczał chłopak
- Z dzieckiem wszystko w porządku, jednak pańska matka, ona... Ona po prostu nie dała rady. Nie zdaliśmy sobie sprawy z tego jakie choroby przebyła i czy poród naturalny w jej wieku jest bezpieczny. Na prawdę bardzo mi przykro. Proszę jutro po południu przyjść po odbiór aktu zgonu. Wtedy też omówimy resztę formalności - gdy skończył, po prostu zamilkł i wraz z drugim lekarzem ruszyli dalej. Chłopak nie wytrzymał. Osunął się plecami po ścianie i zasłaniając twarz dłońmi dał upust swoim łzom. Dziewczyna również bardzo przeżyła tę wiadomość. Wiedziała, że ona to przeczuwała, ostrzegła ją przed tym. Nie miała pojęcia co będzie dalej, przecież obiecała, że zajmie się Justinem i jej nowo narodzonym dzieckiem. Co powie na to rodzina? Co powie na to jej matka? To wszystko dręczyło ją, jednak z tego wszystkiego wyrwała ją pielęgniarka.
- Czy chcielibyście państwo zobaczyć małego? - zagaiła wyrywając ich z płaczu
Nic nie mówiąc ruszyli za kobietą. Weszli na salę z noworodkami, a już po chwili pielęgniarka przyniosła im chłopca. Był odzwierciedleniem Justina, jakby zdarto z niego skórę. Oboje nie mogli oderwać od niego oczu. Kiedy dziewczyna wzięła go na ręce, chłopak objął ją od tyłu i ucałował ją. Cieszył się z małego Biebera, jednak cierpiał z powodu matki. Wiedział, że nie będzie im łatwo.
Dziewczyna musiała powiadomić swoją matkę o wszystkim. O zaręczynach, o obietnicy i o śmierci Pattie. Nie było jej łatwo mówić o tym wszystkim, lecz nie miała wyboru. Matka natychmiast przyjechała by jej pomóc. Kiedy nastolatkowie nadal nie mogli pogodzić się ze stratą, matka dziewczyny zajęła się małym. Pokazywała parze jak należy postępować z małym dzieckiem. Musiała przygotować ich do rodzicielstwa. Uważała, że skoro obiecała to zmarłej, musi tego dotrzymać. Nie miała nic przeciw temu, jednak nie miała innego wyboru. Liczyła jednak na to, że dadzą sobie radę i że to wszystko nauczy ich życia. Nie było im łatwo, z resztą jak zawsze. Wiedzieli, że pokonają to i zrobią to dla Pattie. Jej pamięć i postawiona jej obietnica była dla dziewczyny priorytetem, a chłopak starał się ją w tym wspierać.
Od autorki: i tak dotarliśmy do końca. Przyszła pora na podziękowania:
Dziękuję Sharley Shy za to, że wspierała mnie w tym, co robię. Jesteś wielka :3
Dziękuję Nicoli, która komentuje praktycznie każdy rozdział i jest ze mną cały czas.
Dziękuję również wam wszystkim czytającym że byliście ze mną przez te dwa lata trwania tego opowiadania. Bez was ono nie istniałoby. Kocham was mocno. Mam nadzieję, że wyrazicie swoje uczucia co do zakończenia jak i do całości tego opowiadania w komentarzu. Liczę na to. Niedługo pojawi się jeszcze epilog i to już będzie definitywny koniec tego opowiadania. Jednak nie kończę z opowiadaniami. Zapraszam was na moje drugie opowiadanie, które piszę ze współautorką. www.steps-on-stairs.blogspot.com Na pewno się wam spodoba.
SKOMENTUJ, PROSZĘ.
Hej :)
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę że skończyłaś swoje opowiadanie lecz z drugiej strony jak tak od początku czytałam każdy rozdział to przywiązałam się do głównych bohaterów.Wiadomo,że każdy kto czyta twojego bloga chciałby jeszcze więcej przygód Allyson i Justina.Ale ta historia się już skończyła,ale zawsze można do niej powrócić.
Masz naprawdę wielki talent i jesteś świetna.To co piszesz jest po porostu genialne.Uważam,że to najlepsze opowiadanie jakie czytałam nie można go porównać z innymi,ponieważ ono jest jedyne w swoim rodzaju.
Pisz dalej :*
Dziękuję :)
Zajebiste
OdpowiedzUsuńSzkoda tylko, ze zakonczylo sie tak smutno...